Wrzesień 17, 2019, 16:52:45 *
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji
Aktualności:
Nowa strona główna  : http://www.emunes.pl
Zapraszamy do testowania !

Chat: http://chat.emunes.pl
Galeria cartów: http://carts.emunes.pl
 
   Strona główna   Pomoc Zaloguj się Rejestracja  

Reklama
Strony: [1]
  Drukuj  
Autor Wątek: WiiU  (Przeczytany 3590 razy)
0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.
Virus
Kapitan
****
Offline Offline

Wiadomości: 323



« : Styczeń 07, 2016, 14:02:14 »

Po odkładaniu z każdej wypłaty i "świątecznych dotacjach" ze strony rodziny w grudniu wreszcie udało mi się zakupić WiiU wraz z kolekcją 9 tytułów:

Jeśli chodzi o model zdecydowałem się na czarną Premium Pack 32GB z Xenoblade Chronicles X. Konsola pod względem wielkości jest niewiele większa od Wii i zdecydowanie mniejsza od PS4 czy odtwarzacza VHS, który zaserwował nam Microsoft. Niestety WiiU nie ma wbudowanego zasilacza tak więc, trzeba się pogodzić z sensownych rozmiarów cegłówką pod naszymi biurkami/szafkami TV. Konsola posiada lśniącą obudowę podobną do tej z PS4 czy PSP, osobiście wolałbym matową obudowę jak PS3slim, która zdecydowanie mniej się brudzi. Pod względem wyglądu WiiU to nieco większe Wii z zaokrąglonymi "rogami". Minimalistycznie ale konsola przez to bardzo dobrze prezentuje się z resztą sprzętu RTV.

Gamepad  czyli domyślny kontroler jest ZADZIWIAJĄCO lekki i wbrew pozorom bardzo dobrze leży w rękach. Zdecydowanie mniej męczy ręce niż długotrwałe trzymanie "pilota" od Wii. Pad posiada cztery przyciski na grzbiecie, dwie gałki analogowe (które same też są przyciskami), przycisk + i - działające za start i select, standardowe przycisk A, B, X oraz Y, D-pad oraz oczywiście ekran dotykowy. Ekran jest przyzwoitych rozmiarów, lecz niestety z jego precyzją bywa różnie. Poruszanie się po menu, czy obsługa mini gierek, map itp. wymagających mniejszej precyzji spisuje się bardzo dobrze, lecz w pozostałych przypadkach niezbędny jest stylus. Ogólnie gamepad zadziwił mnie swoją ergonomią. Na szczęście gamepad nie wymaga baterii AA i posiada wbudowany akumulator, który ładujemy zewnętrzną ładowarką. Rozwiązanie to dla jednych może być uciążliwe, dla innych jak np. dla mnie, gdy mam dość blisko siebie gniazdko jest to świetne rozwiązanie, gdyż gamepada możemy ładować nawet wtedy gdy konsola jest wyłączona bez konieczności kupowania stacji dokujących lub pozostawiania konsoli w stanie uśpienia.

Przejdźmy jednak do samych gier. Nie miałem jeszcze okazji zagrać w każdą produkcję którą posiadam, ale z czasem będę uzupełniał recenzję:

Sonic Lost World- Jestem wielkim fanem maskotki Segi i wieści, że najbliższe trzy produkcje z jeżem pojawią się jedynie na WiiU nieco złamały moje serce. Co prawda z Sonic Boom posiadacze pozostałych platform niewiele stracili, tak Sonic Lost World to już całkiem przyjemny platformer. Gra pod względem mechaniki -małych planet posiadających własną grawitację przypomina oczywiście Super Mario Galaxy, ale jak Sega już ściągała od konkurencji to przynajmniej od właściwego źródła. Sonic Lost World może pochwalić się solidnym gameplayem przywodzącym na myśl udane Sonic Generation, tak więc będziemy mieli do czynienia zarówno z poziomami 3D jak i w 2D. Graficznie gra prezentuje się przyzwoicie, jest kolorowo i na szczęście nie dostaje czkawki. Lost World posiada również system power up'ów w postaci kosmitów "Wispów" z Sonic Colours. Na szczęście korzystanie z nich jest zdecydowanie łatwiejsze niż przy pomocy Wiimote. Fabuła.. cóż ta jest. Doktor Robotnik po raz kolejny chce zandroizować świat. Prostą fabułę uważam jednak za zaletę. Nie ma żadnych głupot o prastarym złu itp. Ogółem Sonic Lost World to naprawdę solid platformer i jest godny polecenia dla każdego posiadacza WiiU.

7/10
+Kolorowa grafika
+Solidny gameplay
+Prosta fabuła
+Spora ilość, dobrze zaprojektowanych poziomów
+Różnorodność poziomów

-Autonamierzanie nie zawsze działa prawidłowo
-Wall run praktycznie w ogóle nie działa
-Graficznie mogło być nieco lepiej



=============================================================================

ZombiU -Tytuł startowy dla konsoli, który miał pokazać, że Nintendo wreszcie robi ukłon w kierunku gier dla starszych odbiorców. Cóż miało być ładnie a wyszło jak zawsze i ZombiU jest jedną z kilku gier która ma oznaczenie PEGI 18+. ZombiU to survivor horror, którego akcja dzieje się o dziwo nie tradycyjnie w USA, lecz w Londynie. Fabuła... cóż gdzieś tam jest, ale jest tak szczątkowa i zawiła, że najczęściej nie miałem zielonego pojęcia kim są ludzie których spotykam i o czym mówią. Kim są Ravens? Nie mam zielonego pojęcia, gdyż gra wspomina o nich może ze trzy zdania. ZombiU może za to pochwalić się ciekawym zastosowaniem gameplada i kilkoma ciekawymi mechanizmami. Nasz GamePad służy nam głównie jak plecak, którego pojemność nawiasem mówiąc jest mocno ograniczona. By cokolwiek włożyć lub wyłożyć z plecaka musimy spojrzeć na gamepad. Wszystko dzieje się jednak w czasie rzeczywistym przez co gdy my przeszukujemy plecak w poszukiwaniu batonika by odzyskać nieco HP w naszą łepetynkę może w każdej chwili wgryźć się zombi. I koniec, kaput. Gra posiada mechanizm permament death. Na szczęście poza trybem hardcore gdzie mamy jedynie jedno życie jest również tryb w którym po śmierci i zombifikacji naszej postaci, przejmujemy kontrolę nad kolejnym ocalałym. Zaczynamy od zera jedynie z pistoletem, 6 nabojami i kijem do krykieta. Na szczęście mamy możliwość odzyskania całego towaru... zabijając zombi wersję kontrolowanej wcześniej postaci. Mechanizm dodaje sporo adrenaliny do każdego starcia, zwłaszcza z większą ilością zombiaków. Zasobów jest mało, ale głowy zombi nie chcą tak łatwo pękać od okładania go kijem do krykieta. ZombiU w ciekawy sposób wykorzystuje gamepad i mechanizm jednego życia również sprawdza się znakomicie. Niestety graficznie, gra prezentuje się kiepsko i niektórych miejscach wygląda jak gra wydana na oryginalnego Xbox'a. Gra też czasem robi nas w konia i spawnuje zombiaki tuż za naszymi plecami przez co zdarzają się tzw. "cheap deaths"





5/10
+Mechanika gry
+Każdy zombiak to wyzwanie, metoda pew pew pew nie wchodzi w rachubę
+Ciekawe wykorzystanie gamepada

-Grafika
-Fabuła
-Glitche

=============================================================================

Lego City Undercover -Lego City Undercover jest zadziwiająco udaną produkcją. Gra jest swego rodzaju miksem pomiędzy klasycznymi grami LEGO a GTA. Gra oferuje nam sporych rozmiarów otwarty Świat. Mamy trzy dzielnice tytułowego Lego City, obrzeża miasta, tutejszy odpowiednik wyspy Alkatraz, oraz Apollo Island -wyspa tutejszego NASA. Po mieście możemy poruszać się na piechotę w łodziach, samochodach, konno oraz w helikopterach. W Lego City mamy również całkiem sporo do roboty, są klasyczne znajdźki wszelkiej maści, wyścigi, free-run (swego rodzaju parkour) ratowanie kotów, znajdywanie świń górskich (które niczym simposonowy Spider Pig, potrafią chodzić po ścianach i sufitach). Przejście gry na 100% na pewno zajmie przynajmniej kilkadziesiąt godzin. Gra może pochwalić się... naprawdę bardzo dobry humorem. Gra opowiada prostą historię, istne cliche filmów policyjnych. Na szczęście LCU nie chce zgrywać się na poważną historię, przez co nawet jako dorosły facet nie raz uśmiechałem się słysząc niektóre żarty. W grze wcielamy się w Chase'a McCaine'a gliniarza, który powraca do Lego City po przymusowym urlopie. Nasz bohater jak sam tytuł wskazuje zostaje tajniakiem i rozgryza miejscowe mafię by złapać szwarc charakter w postaci Rex'a Fury. Graficznie gra prezentuje się naprawdę bardzo ładnie i na pewno jest jedną z najładniej wyglądających gier w serii. Przyznaję, że z Lego City Undercover miałem masę zabawy, tak więc jeśli posiadacie WiiU zdecydowanie polecam zakup tej produkcji.





8.5/10
+Humor
+Grafika
+Lego City
+Humor
+Wielka doza nostalgii
+Czy wspomniałem humor?

-Brak radia w samochodach
-Cześć misji to wciąż typowy puzzle platformer z serii LEGO
-Brak wykorzystania funkcji gamepada, zamiast tego mamy QTE

=============================================================================

Splatoon -Nintendo robi strzelankę TPP, kto by pomyślał? Szalony pomysł? Być może, ale to szaleństwo się opłaciło bo Splatoon to fantastyczna produkcja. W grze zamiast na naboje strzelamy się... atramentem jako Squidkid. Gra jest bardziej ukierunkowana na multiplayer, gdzie celem rozgrywki jest nie unicestwienie wroga lecz pomalowanie jak największej części mapy atramentem koloru swojej drużyny. Wydaje się to proste i nudne, ale może w tym tkwi całe piękno tej gry bo wciąga to jak cholera. Oczywiście mamy różne power up'y jak wielki wałek do malowania, tornado-bazookę i możliwość zamienienia się w ośmiornicę przez co możemy schować się w kałużach atramentu lub szybko przemieszczać się po mapie. Trudno to wyjaśnić, ale to naprawdę działa! W grze możemy modyfikować swoją postać kupując nowy sprzęt lub ciuchy. Niestety te ciekawsze wymagają zakupu Amiibo co jest trochę brudnym zagraniem ze strony Nintendo. Gra posiada również tryb single player co jest miłą niespodzianką bo Ubisoft czy EA w Rainbow Six Siege czy Battlefront zapomnieli o tym w ogóle... wciąż licząc sobie tą samą cenę. Kampania jest dobrym wprowadzeniem do trybu multi i jej ukończenie daje dodatkowy "sprzęt" który możemy wykorzystać w multi. Singleplayer jest stosunkowo krótki -max 5-6 godzin, ale bawi równie dobrze co multi. Splatoon to póki co najlepsza produkcja na WiiU w jaką grałem!

9/10
+Pomysł
+Mechanika
+Grafika
+Singleplayer jak i multi

-Nieco krótka
-Bonusy schowane za koniecznością kupna Amiibo





EDIT 11.01.2016

=============================================================================

Mass Effect 3: Special Edition- Co prawda posiadam Mass Effect 3 na PlayStaion 3 ale postanowiłem do zestawu zakupowanych gier dołączyć dwa, trzy tytuły miltiplatformowe. Wybór padł między innymi na rozszerzoną o wszystkie DLC wersję Mass Effect 3 -głównie ze względu na niską cenę. Mass Effect 3 mimo faktu, że gra właściwie jest strzelanką TPP a nie rasowym RPG uważam za stosunkowo udany produkt. Walki sprawiały sporo frajdy, większość postaci była dobrze nakreślona -poza do bólu przekontrastowanym Jamesem Vega. Jak wspomniałem gra posiada na dysku wydane wcześniej DLC i był to dla mnie pierwszy kontakt by obejrzeć ich zawartość (dla zasady nigdy nie kupuje żadnych DLC i innych pierdół na PSN). Dodatkowa postać -Proteanin, jest po prostu nudny a związany z nim quest można przejść spokojnie w kilka minut. Kolejnym bonusem są dane właściwie na wstępie bronie Proteanian i te... powiedzieć, że są OP to mało powiedziane. Jestem mniej więcej w 60% gry i po dopakowaniu owych broni właściwymi upgrade'dami jestem właściwie jednoosobową armią, która pokonuje większość przeciwników 2-3 strzałami. Przejdźmy jednak do samej konwersji. Ujmę to tak, bywa różnie. Gra gdy ma do wyświetlenia sporą ilość postaci na Cytadeli dostaje czkawki i zaczyna wyraźnie klatkować, Zdarza się również okazjonalny pop up tekstur -zwłaszcza w czasie przejścia z gry do cut scenki. Kolejnym problemem są okazjonalne zwiechy. Co prawda sam na 12 godzin gry uświadczyłem jeden, ale jest dla mnie wręcz niezrozumiałe, że ani EA, ani BioWare ani studio, które wykonywało konwersję nie naprawiło tego błędu -ME3 wieszał się również na PS3 i X360.

Wersja na WiiU niesie ze sobą również obsługę GamePada. O ile skróty do ataków specjalnych na ekranie są mało wygodne -zdecydowanie łatwiej robić to poprzez naciśnięci przyciska R, zwłaszcza, że po każdej zmianie składu i/lub wczytaniu gry musimy przypisywać je do ekranu od nowa, tak wyświetlanie mini mapy na padzie jest stosunkowo wygodne. Doskonale sprawdza się zwłaszcza na cytadeli, gdzie na GamePadzie spokojnie możemy obserwować wszystkie zakątki cytadeli i zdecydowanie łatwiej znaleźć postacie, które zlecały nam questy -główna bolączką wersji PS3/X360. Niestety to właściwie tyle. Spodziewałem się, że w grze która dzieje się w dalekiej przyszłość, pomysł implementacji Gamepada jako PDA z którego łatwo będziemy mogli przeglądać dziennik, lub komunikować się innymi postaciami będzie czymś oczywistym.

Czy warto kupić Mass Effect 3 na WiiU? Jeśli nie posiadacie innej konsoli w sumie tak w pozostałym przypadku raczej polecam grę w pakiet ME2 i ME3 na PS3 lub X360, gdyż w ME3 druga część gry jest dość często wspominana. Nie wiem również czemu wersja na WiiU domyślnie miała ustawione wszystkie funkcje na auto. Automatyczne levelowanie postaci, automatyczne dialogi, poziom super easy, pomoc w celowaniu. Czy twórcy myślą, że posiadaczy WiiU przekracza idea RPG?



7/10
+Sporo godzin grania
+Dodatki z poprzednich wersji od razu na płycie
+Poprawiona nawigacja

-Chrupnięcia animacji
-Pop up tekstur
-Glitche niektórych mini questów, których nie było w wersji na PS3
-Słaba implementacja gamepada
-W sumie nic nowego

« Ostatnia zmiana: Marzec 17, 2016, 12:24:28 wysłane przez Virus » Zapisane

Moje PlayStation ID - GrimRaziel // zapraszam =)

sdm
Szeregowy
*
Offline Offline

Wiadomości: 37


« Odpowiedz #1 : Styczeń 11, 2016, 12:25:16 »

U mnie sprawa prosta - Wyjdzie nowa Zelda = mam WiiU  crazy
Zapisane
Virus
Kapitan
****
Offline Offline

Wiadomości: 323



« Odpowiedz #2 : Styczeń 11, 2016, 16:18:21 »

Jakoś w ogóle ze swoimi markami Nintendo leci w kulki. Marian doczekał się jedynie New Super Mario Bros U i Super Mario 3D World. Zelda jedynie wersja HD Wind Waker'a i zapowiedziana na ten rok wersja HD Twilight Princess, Metroid -brak, Luigin's Mansion -brak, Kirby'ego (Rainbow Paintbrush nie liczę jako sequela do Kirby Adventure Wii) -brak, WarioWare -brak, Warioland brak, Harvest Moon -brak, Punch Out -brak, Earthbound (może najwyższa pora?) -brak, Donkey Kong 3D (może też najwyższa pora?) -brak, Waverace -brak, F-Zero -brak

Na horyzoncie tylko potwierdzony StarFox i Zelda. Trochę ubogo.
Zapisane

Moje PlayStation ID - GrimRaziel // zapraszam =)

sdm
Szeregowy
*
Offline Offline

Wiadomości: 37


« Odpowiedz #3 : Styczeń 13, 2016, 16:48:31 »

No ba - nintendo ma juz doswiadczenie w niewydaniu swoich flagowych gier na dana generacje konsol Smile
GAMECUBE - Brak Super Mario Bros. Sunshine nie liczy sie, to gra Z Mariem, nie SMB Smile
Zapisane
Virus
Kapitan
****
Offline Offline

Wiadomości: 323



« Odpowiedz #4 : Styczeń 14, 2016, 13:57:46 »

Nintendo ostatnio też trochę rozdrabnia się. Mario Tenis bez trybu mistrzostw to według mnie chyba jakieś nieporozumienie. Podobnie jak fakt, że wersja WiiU Wii Sports czyli Wii Sport Club posiada jedynie pięć dyscyplin sportowych i to dokładnie te same co w wersji na Wii -kręgle, golf, tenis, boks i nudny jak cholera baseball. Warto również wspomnieć, że jeśli nie posiadacie Wiimote trzeba liczyć się z dodatkowym wydatkiem bo tylko dwie dyscypliny obsługują gamepad. Sprzedawanie tego produktu w pełnej cenie jest chyba jakimś nieporozumieniem. W tej samej cenie (lub niższej) można kupić takie gry jak (fizyczne kopie) Wasteland 2, Shovel Knight, Divinity: Original Sin i wiele innych zdecydowanie bardziej rozbudowanych produkcji. Warto też wspomnieć, że stare Wii Sports Resort posiadała czterokrotnie więcej mini-gierek niż next genowe Wii Sport. Cóż lepiej zainwestować w Mario & Sonic at the Sochi Winter Olympic Games.
Zapisane

Moje PlayStation ID - GrimRaziel // zapraszam =)

Virus
Kapitan
****
Offline Offline

Wiadomości: 323



« Odpowiedz #5 : Luty 08, 2016, 15:56:24 »

Devil's Third -Gra akcji będąca tytułem na wyłączność dla WiiU? Cóż tym w założeniu jest gniot -Devil's Third, który w sumie niestety jedyną konkurencję ma ze strony Bayonetta 2. Gra pod względem fabuły to jakiś misz masz debilizmów. Boom nagle wybuchają satelity Rosyjskie tworząc efekt EMP nad całym globem, boom post sowieckie organizacje teorrorystyczne, boom mutanty rodem z Resident Evil, boom cybernetyczni ninja. Nie muszę chyba pisać, że wszystko nijak się trzyma kupy. Głównym bohaterem gry jest napakowany dawny commando sowiecki o kryptonimie Ivan. Wydaje mi się, że twórcy chcieli koniecznie zrobić z biednego Iwana twardziela... a wyszła dość groteskowa maszkara. Nasz heros jest napakowanym dupkiem o niskim głosie, wytatuowany w tatuaże a la Yakuza (bo jak wiemy tatuaże są cool!) nosi okulary słoneczne, i do każdej walki nawet w śniegu zawsze idzie topless.... a by jeszcze było mało Iwan non stop pali, pije whisky i do tego gra na perkusji. Żal.

Pod względem graficznym gra prezentuję się znakomicie... jak na standardy PS2. Pop up tekstur, wszechogarniająca brzydota. Level design? Absolutna padaka. Mimo, że gra próbuje nam serwować różne lokacje od feudalnego japońskiego zamku po ulice Panamy, jednak i tak prędzej czy później spędzimy większość czasu krążąc po bliźniaczo wyglądających tunelach. Gameplay to niestety również absolutna kaszana. Gra jest teoretycznie miksem strzelaniny TPP i slashera. Problem, że strzelanie w ogóle nie daje frajdy. Jest raptem parę pukawek na krzyż (wydany lata temu Max Payne miał wielokrotnie większy arsenał!) do tego ktoś wpadł na dobry pomysł by w czasie zoomu zamiast kamera zawisnąć tuż nad naszym barkiem jak w każdym innym normalnym TPP shooterze, gra przechodzi do perspektywy pierwszej osoby. Ciągłe zmienianie TP i FP powoduje jedynie zamęt. Druga część spektrum czyli walka bronią białą wypada jeszcze gorzej. Mamy tylko dwa typy ataków, żadnych combo, nic. Przeciwnicy z bronią białą bardzo często rzucają się na nas jak Reksio na szynkę. Nic nie możemy zrobić, wyprowadzenie kontry to daremny trud bo niestety z Iwana to powolna dupa. Przeciwnik śmiało może  nas zapędzić w kąt i okładać ile wlezie a my możemy się jedynie patrzeć bo przycisk do uniku nie dość że działa kiedy chce to jeszcze nie możemy  wykonać uniku w czasie animacji przyjmowania obrażeń.

Najgorzej wypadają jednak walki z bossami. Czy są trudni? Nie, zdrowie Iwana na tyle szybko się odnawia, że śmiało prędzej czy później zaciachamy wroga. Problem, że każdy boss ma instant kill move. Gra nie daje nam żadnych wskazówek kiedy będzie wyprowadzony. Co gorsze nie możemy go odeprzeć, tak więc walki z bossami to tylko modły "proszę tylko nie instant kill move". Ktoś wpadł również na zacny pomysł by po serii ciosów bossowie stawali się odporni na uderzenia. Czy wprowadzenie do AI bloku byłoby aż tak ciężkie? AI właściwie nie istnieje zarówno nasi towarzysze jak przeciwnicy to banda dekli, która będzie biec w ścianę, strzelać w złym kierunku lub radośnie czekać aż wybuchnie rzucony pod stopy granat. Do tego glitche... masa! Latające bronie, ciała utykające w ścianie, lewitujące zwłoki, spadanie przez "podłogę" growego światu. Devil's Third to pierwszej jakości kupa. UNIKAĆ JAK OGNIA





Ocena 2/10

+Można sobie postrzelać i pomachać kataną?
+Grałem w gorsze

-Grafika
-Fabuła
-AI
-Walki z bossami
-Glitche
-Gameplay
-Właściwie wszystko

============================================================================

Call of Duty: Black Ops II -Niestety WiiU nie bardzo może pochwalić się posiadaniem dużej ilości gier FPS -tych jest z tego co kojarzę sztuk dwie i obie właśnie z serii Call of Duty. Na WiiU nigdy nie pojawił się ani Battlefield ani Far Cry, próżno też szukać zapowiedzianego na console reveal event Metro 2033: Last Light jak i Alien Colonial Marine. Co prawda posiadacze konsoli Nintendo, wiele nie stracili w kwestii Colonial Marine lecz Last Light był już naprawdę solidną produkcją. Wracając jednak do Black Ops II. Call of Duty są swego rodzaju moim guilty pleasure, zazwyczaj kupuję gry z tej serii gdy cena zejdzie o jakieś 50%. Pierwszą odsłonę Black Ops uważałem za naprawdę udaną produkcję z zadziwiająco ciekawą (jak na standardy serii) fabułą, dużym zróżnicowaniem misji, było ciekawie. Black Ops 2... no cóż. Fabuła co prawda jest kontynuacją zdarzeń z pierwszej odsłony, lecz osadzoną ją w "bliskiej przyszłości". Niestety fabuła nijak trzyma się kupy. Główny "zły" to niestety płaczliwy emoś, który chce zobaczyć jak świat płonie i giną miliony tylko dlatego, że Z JEGO winy niegdyś komandosi USA zabili mu siostrę... paranoja. Gra wiecznie również rzuca nas pomiędzy misje dziejące się "na bieżąco" a te będące wspomnieniami jednego z głównych bohaterów poprzedniej odsłony. Niestety te pierwsze wypadają zdecydowanie gorzej, są po prostu nudne.

Black Ops 2 oferuje jednak kilka rzeczy nowych dla serii. Pierwszym są opcjonalne misje będące swoim rodzaju wprowadzeniem do trybu multiplayer. Misje poniekąd połączone są z głównym wątkiem fabularnym i po części wpływają na jego przebieg. No właśnie poniekąd. Niestety wykonanie misji w której np. ratujemy technika, który wykrył iż główny emoś gry planuje atak hakerski W ŻADEN SPOSÓB NIE WPŁYWA NA DALSZY PRZEBIEG FABUŁY. Ot później w grze przez kilka sekund pojawi się postać A lub B. Podobnie sprawa ma się z całymi DWOMA! decyzjami moralnymi. O ile ten ostatni daje nam stosunkowo inne zakończenie tak pierwszy nie właściwie żadnych konsekwencji. Wszystko to jest więc ułudą jakiegokolwiek wyboru.

Przejdźmy jednak do samej konwersji. Jest.... tak sobie. Graficznie gra prezentuje się zazwyczaj gorzej niż na X360 i PS3. Musimy też się pogodzić ze spadkami animacji oraz zwiechami. O ile ominęły mnie crashe w czasie gry w trybie kampanii tak gra zaliczyła zwiechę w czasie wchodzenia do trybu zombie i przy próbie załadowania mapy w trybie zombie.

Black Ops 2 zawsze uważałem za przeciętny tytuł a WiiU dostało przeciętny port, przeciętnej gry.





Ocena 5/10
+FPS na WiiU?
+Tryb zombie
+W krótkich sesjach może bawić

-FABUŁA!
-Zwiechy
-Graficznie gorzej niż na PS3 i X360
-Gubienie klatek
-Wieje nudą

============================================================================

Super Mario 3D World -Jak wypada nowy trójwymiarowy Marian? Prawdę mówiąc mam bardzo mieszane odczucia. Gra podobnie jak New Super Mario Bros pozwala na grę czterema postaciami -właściwie pięcioma jeśli zbierzemy odpowiednią ilość zielonych gwiazdek poukrywanych po poziomach. Gra pozwala nam się wcielić oczywiście w Mario i Luigi'ego jak i Toad'a jak również Peach i Rosalinę znaną z Super Mario Galaxy. Każda z postaci nieco się różni. Ci którzy pamiętają zachodnią wersję Super Mario Bros na NES doskonale wiedzą na czym polegają te różnice. Mario jest najbardziej wyważoną postacią, Luigi może skakać nieco wyżej, Peach może unosić się przez określony czas, Toad jest szybki zaś Rosalina... Rosalina posiada zdolność do ataku bez zbierania żadnych power upów tym samym nie musimy martwić się o skakanie po głowach Goombusów i Koopa Smile. Fabuła w grze jest... no cóż, prosta jak konstrukcja cepa. Bowser porywa wróżki z innego świata a nasz kwartet z Królestwa Grzybów rusza na pomoc. Tyle w tej kwestii.

Graficznie gra prezentuje się bardzo ładnie, levele pomimo faktu, że są pieruńsko krótkie -większość śmiało można zaliczyć w około 2min włącznie ze zbieranie poukrywanych stempli, gwiazdek i innych pierdół są dobrze zaprojektowane i różnorodne. Gra ogółem jest bardzo łatwa i właściwie dopiero dodatkowe bonusowe poziomy sprawią jakiekolwiek problemy. Pod koniec gry uzbierał grubo ponad 200 żyć, więc powinno to dać jakieś pojęcie. Na szczęście samych poziomów jest również całkiem sporo. Mamy 9 głównych światów jak i 3 ukryte. W sumie czeka Was śmiało ponad 100 poziomów do przejścia. Poza klasycznymi poziomami mamy również Challenge Rooms w których  jesteśmy poddawani serią "prób" gdzie w określonym czasie musimy przebyć jakiś jump puzzle lub unieszkodliwić przeciwników. Mamy również poziomy z Captain Toad'em w których jako wspomniany "kapitan" przemierzamy "kostkowe poziomy" w których w limicie czasowym musimy dotrzeć do wszystkich ukrytych gwiazdek. Captain Toad nie potrafi skakać (rzekomo ze względu na swój ciężki plecak), zaś same poziomy są swego rodzaju labiryntami, tak więc by dotrzeć do gwiazdek czeka Was nieco kombinowania i dużo obracania kamery by zajrzeć w każdy ukryty zakątek poziomu.

Pod względem nowości dla serii, gra oferuje w sumie niewiele. Mamy kilka nowy power upów w tym znajdujący się nawet w logo Cat Suit umożliwiający wspinanie się po ścianach i... w sumie to właściwie tyle. Podobnie jak New Super Mario Bros, gra posiada lokalny multiplayer tak, więc każdy poziom śmiało można zagrać wraz z trójką znajomych. Ogółem Super Mario 3D World to po prostu solidny platformer z Marianem, ale jeśli spodziewać się jakichś nowości na miarę Super Mario Galaxy, cóż zły adres. Mimo wszystko wszystkim posiadaczom WiiU, śmiało polecam Super Mario 3D World bo wymaksowanie gry na 100% zajmie Wam ładne kilkanaście godzin, kilkanaście godzin dobrej zabawy.





Ocena 8/10

+Ładna, kolorowa grafika
+Ogrom poziomów!
+Spora różnorodność poziomów
+Urozmaicenia w postaci Challenge Levels i Captain Toad'a
+Lokalny multiplayer
+Solidny platformer

-Trochę za łatwa
-Niektóre poziomy, zdecydowanie za krótkie
-Właściwie nihil novi


============================================================================

Super Mario Maker -Super Mario Maker jest chyba spełnieniem marzeń każdego gracza, który kiedykolwiek chciał projektować własne poziomy do gry przy pomocy prostych narzędzi. Co prawda koncepcja nie jest nowa bo podobne narzędzia do reki lata temu już dało Media Molecule na PS3 ze swoim Little Big Planet, lecz trzeba przyznać, że tworzenie własnych poziomów "Mariana" przy pomocy GamePad'a jest zadziwiająco proste. Poziomy możemy tworzyć w kilku różnych stylach: Super Mario Bros, Super Mario World oraz New Super Mario Bros U. Przełączanie się pomiędzy tymi stylami jest na szczęście bardzo proste i wymaga jedynie jednego pacnięcia w ekran game pada. Super Mario Maker jest mniej złożony niż Little Big Planet, więc należy zapomnieć o tworzeniu własnych pomysłów na gameplay z drugiej strony Nintendo pozwala puścić trochę wodzę fantazji tym samym wykonania skrzydlatego Bowsera czy armatki Bullet Bill'a strzelającą monetami jest jak najbardziej możliwe.

Tworzenie własnych poziomów to jedna rzecz, druga to dostęp do SETEK poziomów stworzonych przez społeczność Super Mario Maker. Co tu dużo mówić, levelów do zabawy nigdy nam nie zabraknie bo codziennie pojawiają się ich dziesiątki. Problem jest jednak z odpowiednią filtracją poziomów. W zakładce "Highlights" zazwyczaj znajdziemy sporo dobrych poziomów, często jednak bardzo prostych w budowie. W sekcji "Best rated" znajdują się niestety głównie poziomy Auto Mario czy Music Mario w których jedyne co robimy to... absolutnie nic, lub trzymamy analog wychylony w prawo. O ile oglądanie chaosu działającego się automatycznie na ekranie jest zabawne raz czy dwa razy, po pewnym czasie robi się to drażniące. W sekcji "best rated" jest tez OGROM mocno przeciętnych poziomów tworzonych przez znanych YouTuber'ów, które fani ślepo "łapkują". Nie wiem też czemu popularne są poziomy "herp derp super ultra hard bo zobacz ile przeciwników i innego szmelcu losowo poukładałem". Pod warstwą mułu jednak trafią się naprawdę bardzo dobre i kreatywne poziomy.





8/10
+Tworzenie własnych poziomów jest bananie łatwe
+Nieograniczone replayability
+Zabawa w level designer'a
+Możliwość tworzenia poziomów z każdej dekady "Mariana"

-Słaba filtracja poziomów
-Ilość słabych poziomów jest przytłaczająca

============================================================================

Captain Toad Treasure Tracker -Captain Toad Treasure Tracker to nic innego jak seria poziomów z tytułowym Kapitanem Toad'em o stylistyce i mechanice znanej z Super Mario 3D World. Zasadniczo gra sama w sobie jest właściwie prequelem do wspomnianej gry z Marianem, gdyż po ukończeniu Captain Toad'a na naszym ekranie pojawia się "Adventure Continues in Super Mario 3D World. Gra sama w sobie jest połączeniem platformówki i gry logicznej. Toad ze względu na ciężki plecak nie może skakać, więc docieranie do celu -tutaj złotej gwiazdy, będziemy wymagało nieco kombinowania i dużo pracy kamerą. Game pada użyjemy również do pacania paluchem w ekran oraz dmuchania w mikrofon by przesunąć znajdujące się w grze platformy. Ze względu na ten typ zabawy wszystkie poziomy mają "kostkową budowę". Graficznie gra wygląda identycznie jak Super Mario 3D World. Same poziomy też często odwołują się do tej części Mariana. Captain Toad jest dość prostą grą i zdobycie 100% wszystkich diamentów i gwiazdek nie jest jakimś specjalnym wyzwaniem. Gra nie należy również do najdłuższych, jeśli nie zależy Wam na wszystkich znajdźkach i wykonaniu wszystkich Challenges całą grę można śmiało ukończyć w zaledwie 3-4 godziny jak nie szybciej.





7/10

+Ciekawa mechanika
+Kilka godzin zabawy jeśli chcemy wymaksować grę
+Bonusowe poziomy do odkrycia
+Próbuje jako tako wykorzystywać GamePad'a

-Krótka
-W dużych dozach może nudzić
-Walczymy trzykrotnie z tymi samymi bossami!

============================================================================

WiiU Pro Controller -Przy zakupie Donkey Kong Country: Tropical Freeze postanowiłem zdecydować się również na Pro Controller. Gry z serii DK nigdy nie należały do najłatwiejszych a jednak co klasyczny pad to klasyczny pad. Pro controller swoim wyglądem przypomina ten do X360. Mamy dwie gałki, d-pad, Start, select, przycisk power do włączania/wyłączania konsoli, home, przyciski R i L, triggery ZL i RL oraz zestaw czterech głównych przycisków na froncie. Zarówno d-pad jak i przyciski A B X Y znajdują się dość w nietypowym miejscu -pod gałkami analogowymi. Rozumiem, że zabieg ten miał upodobnić Pro Controller do rozstawu przycisków z GamePada, ale muszę przyznać, że póki się nie przywyknie jest dość... dziwnie. Pad posiada również diodkę sygnalizującą o niskim stanie baterii -Pro Controller jest na szczęście bezprzewodowy i posiada wbudowany akumulator. oraz 4 niebieskie diodki znane chociażby z WiiMote sygnalizujące o kolejności przypisanych kontrolerów. Pro controller jest leciutki i niestety na froncie posiada ten przeklęty lśniący plastik na którym błyskawicznie pojawia się stos odcisków. Pro Controller na szczęście śmiało możemy ładować przez port USB konsoli. Stosowny kabelek jest długi i znajduje się już w zestawie. Przejdźmy teraz do wad. Gałki analogowe są okrutne. Drobny wychył pod kątem i pad będzie odbierał nasze poczynania jako ruch gałki w górę co jest szczególnie frustrujące między innymi w Super Mario Maker. Kolejną wadą jest fakt, że nie możemy używać samego Pro Controllera. WiiU automatycznie za każdym razem włącza GamePad'a. Jedynym wyjściem jest wyniesienie GamePad'a do innego pokoju by przy grze np wspomnianego Donkey Konga czy Call of Duty gdzie na ekranie Game Pada nie dzieje się absolutnie nic zaoszczędzać i tak lichą baterię (GamePad na jednym naładowaniu pociągnie góra 3 godziny). Pro Controller ma swoje wady, jednak do wielu gier zdecydowanie wygodniejszą alternatywą, co niestety ukazuje, że to właśnie GamePad powinien być opcjonalnym controllerem.

« Ostatnia zmiana: Marzec 02, 2016, 16:55:27 wysłane przez Virus » Zapisane

Moje PlayStation ID - GrimRaziel // zapraszam =)

Virus
Kapitan
****
Offline Offline

Wiadomości: 323



« Odpowiedz #6 : Luty 29, 2016, 12:08:20 »

Nowa wiadomość ze względu na przekroczenie ilości dozwolonych znaków w jednym poście.

Donkey Kong Country: Tropical Freeze -Dla tej gry warto mieć pro controller. Podobnie jak poprzednie odsłony DK: Country gra jest stosunkowo trudna i często rzuca na nas tyle przeszkadzajek wszelkiej maści, że mamy zaledwie ułamki sekund na reakcję. Gra wciąż jest typowym platformerem 2D i to typowym do granic możliwości. Idziemy w prawo i zbieramy po drodze znajdźki. Graficznie gra prezentuje się bardzo ładnie, problem, że tła i stworzone "światy" rzadko dają możliwość podziwiania ładnych widoków. Wyjątkiem jest World 2 stylizowany na szwajcarskie alpy. Gra wygląda wtedy niesamowicie. Niestety Nintendo zagrało sztampową kartą tak więc pozostałe światy to klasyczna dżungla, plaża, lodowy świat itp. W grze próżno szukać jakieś innowacji. Nowością jest jedynie power up w postaci kompana -w tej roli Dexie, Cranky i Diddy, dzięki czemu Donkey Kong może wziąć na klatę dodatkowe dwa uderzenia jak i korzystać ze zdolności specjalnych, szybko jednak się zorientujecie, że najlepszym wyborem zawsze jest Dixie sprawiając, że pozostała dwójka jest poniekąd zbędna. Nie wiem również czemu Nintendo ma jakiś fetysz z podwodnymi poziomami. W nowym DKC jest ich całkiem sporo i niestety sterowanie pod wodą wciąż nie należy do najlepszych. Na plus mogę zaliczyć natomiast ciekawe (i trudne, każdy ma trzy fazy) pojedynki z bossami, muzykę z doskonałymi jazzowymi rytmami oraz znane z poprzednich odsłon poziomy w wagonikach kopalnianych i rakietowych beczkach. Ogółem DKC: TF to dobry, jednakże wyjątkowo sztampowy platformer i do tego stosunkowo krótki (tylko sześć światów). W kwestii platformerów 2D zdecydowanie lepiej prezentuje się Rayman: Legends.





7/10
+Grafika
+Wymagająca
+Muzyka
+Pojedynki z bossami

-Po co tyle podwodnych poziomów?
-Krótka
-Nihil novi
-Zerowe wykorzystanie GamePada

============================================================================

Mario Kart 8 -Przyznam szczerze, że Mario Kart Wii uważałem za straszną szmirę. Nowe trasy w ogóle mi się nie podobały a sterowanie przy mocy wiimote wołało o pomstę do nieba. Mario Kart 8 na szczęście wypada dużo lepiej. Graficznie gra w HD prezentuje się wręcz wyśmienicie. Kolory są ostre i żywe w przeciwieństwie do jakby "wypłukanej" wersji z Wii. Gra podobnie jak poprzednik jest miksem nowych jak i znanych już tras z innych odsłon Mario Kart. Tym samym mamy nieco zmodyfikowane wersję torów między innymi z NDS, GBA czy GameCube'a. Nowe tory moim zdaniem też wypadają świetnie. Pod względem mechaniki dużo się nie zmieniło. Driftujemy, zbieramy power upy. Jedyną nowością jest jedynie fakt, że nasze autko (lub motor) w niektórych sekcjach zamienia się w magnetyczny hover board dzięki czemu możemy ścigać się również po pionowych ścianach. Dodano również kilka nowych power up'ów należą do nich głosik wytwarzający falę dźwiękową rażącą wszystkich znajdujących się wokół oponentów (jak i pozwala się pozbyć blue shell!) oraz "8" które powoduje, że w okół naszego pojazdu pojawia się aż 8 power upów z których możemy w każdej chwili skorzystać. Mario Kart 8 pozwala na modyfikację naszego pojazdu. Jak już wcześniej wspomniałem poza zwykłymi kartami do dyspozycji mamy również motocykle oraz ATV. Różnicy w prowadzeniu między nimi nie znalazłem. Edycja pojazdu ogranicza się co prawda jedynie do nadwozia, kół i lotni, ale miło, że możemy stworzyć swój spersonalizowany pojazd. Na początku gry mamy dość mocno ograniczone opcję ale wraz ze zbieraniem monet na trasach wyścigów dość szybko odblokowujemy kolejne (co 50 monet). Pod względem dostępnych postaci również nie jest najgorzej. Mamy oczywiście Mariana, Luigiego, Peach, Bowsera jak również mini bossów takich jak Roy czy Iggy oraz znaną z Super Mario Galaxy Rosalinę. Część postaci jest moim zdaniem jedynie na wcisk bo czy naprawdę Metal Mario czy Pink Metal Peach to takie dobre postaci? Czemu nie ma np. King Boom, który był zresztą obecny w Mario Kart Wii?

W grze moim zdaniem jest zadziwiająco mało mistrzostw. Całe 8 po cztery trasy. Z jednej strony 32 nie brzmi najgorzej z drugiej ukończenie wszystkich zajmuje maksymalnie 3 godziny. Potem zostaje jedynie odblokowywanie dodatkowych części samochodowych poprzez zbieranie monet. Co prawda dostępne są kolejne 4 mistrzostwa po 4 nowe trasy każdy są jednak one bezczelnie schowane za ścianą płatniczą o nazwie DLC, podobnie jak i ciekawsze dodatkowe postacie takie Link. Co prawda możemy przechodzić również mistrzostwa 100cc i 150cc jednak nagrodą za to są... trasy mirror i tryb 200cc w którym każdy z oponentów jest zdecydowanie szybszy od nas (darowałem sobie tą torturę). Sporą wadą jest również AI. Nintendo może najwyższa pora zrezygnować z AI gdzie jest jeden stały lider, który zawsze jest pierwszy lub drugi (w przypadku gdy to my wygraliśmy wyścig) Prowadzi to do sporej frustracji zwłaszcza gdy widzimy, że znajdujący się na 8 miejscu ziomek nagle znajduje się tuż za nami. Przeciwnicy też lubią walić nas ile w lezie. Nie ważne co by się nie działo pozostali przeciwnicy w 80% zawsze działają na korzyść lidera. Nintendo chyba nie ma również zielonego pojęcia jak wykorzystać GamePada bo w czasie gry ekran GamePad'a służy jedynie jako... klakson. Zdecydowanie bardziej polecam zmagania w internecie zamiast z oszukującym AI, przyznaję, że to głównie tryb online sprawił, że zawyżyłem nieco ocenę.





8/10

+Grafika
+Trasy
+Online
+Zmagania "hot seats" nadal bawią

-Ogrom nachalnego DLC
-Zerowe wykorzystanie gamepada
-"Bezbłędne" AI Lidera
-Tryb battle jest skopany po całej linii
-Więcej DLC w postaci Amiibo

============================================================================

The Legend of Zelda: Wind Waker HD -Wind Waker HD był jednym z moim pierwszych zakupów na WiiU. Nigdy nie miałem GameCube'a a sequel WindWaker'a w postaci Phantom Hourglass na NDS bardzo mi się spodobał swoją stylistyką -niestety Spirit Tracks nie było już w połowie tak bardzo udane. Wind Waker dzięki swojej kreskówkowej grafice całkiem ładnie się zestarzał i mimo kilku ładnych lat na karku i podciągniętej rozdzielczości tytuł wygląda naprawdę bardzo dobrze. W grze wcielamy się oczywiście w Link'a a właściwie w "Hero of the Time" bo gra pozwala nam nadać imię kierowanej przez nas postaci. Nasz bohater żyje sobie spokojnie na wyspie znajdującej się gdzieś pośród bezkresnego oceanu, wszystko oczywiście wywraca się do góry nogami gdy jego siostra zostaje porwana przez wielgachne ptaszysko. Link tym samym wyrusza na ratunek wraz z pomocą Tetry oraz jej grupie piratów. Okazuje się, że siostra została porwana przez "głównego złego" całej serii czyli Ganona. Niestety nasza siostra miała pecha być blondynką bo Ganon hurtowa porywa takie panny poszukując uosobienia Triforce wiedzy czyli Zeldy. Gra pod względem fabuły nie odbiega zbytnio od utartego lata temu szlaku, ale na szczęście w grze jest sporo dających się polubić postaci drugoplanowych, może z wyjątkiem wkurzającego Tingla.

Legend of Zelda Wind Waker podobnie jak poprzedniczki jest grą action-adventure. W czasie naszej przygody przyjdzie nam przemierzyć niejeden loch i rozwiązać niejedną zagadkę przy pomocy znalezionych wcześniej przedmiotów. Same "dungeony" moim zdaniem są dobrze zbudowane i nie budzą frustracji. Zagadki nie zawsze są oczywiste, ale nie budzą większych frustracji. W grze będziemy mieli okazję przemierzyć dwa lochy wraz z towarzyszem (nad którym zresztą możemy przejąć kontrolę) wykorzystując ich unikatowe zdolności do rozwiązywania zagadek. Drugą stroną rozgrywki są oczywiście walki. Gra nie należy do najtrudniejszych i moim oczom nigdy nie ukazał się napis GameOver. Podobnie jak w poprzednich trójwymiarowych "Zeldach" możemy namierzać przeciwników przy pomocy przycisk Z (tutaj ZL). Link do dyspozycji ma mały wachlarz ruchów. Cięcie, unik, kontra, spin attack oraz hurricane attack (którego możemy nauczyć się opcjonalnie później w grze). Możemy również użyć innych itemków takich jak bomby, łuk czy bumerang. Walki jak wspomniałem nie należą do najtrudniejszych i jedynie kilka bardziej "przypakowanych" przeciwników będzie wymagało innej taktyki niż walić w przycisk ataku ile się da. Wind Waker jako jedyna odsłona serii pozwala również na używanie broni wroga. Prawdę mówiąc z wyjątkiem rozwiązywania zagadek i w kilku pierwszych godzinach gry, gdy ta zmusza nas do używania oręża pokonanych przeciwników nie skorzystacie z tej funkcji ani razu.

W poza głównym "questem" jest sporo do robienia. Przed nami stoi przecież cały otwarty ocean z dziesiątkiem różnych wysp. Podróżowanie po oceanie bywa czasem niestety nudne bo niewiele się dzieje -ot raz na jakiś czas trafimy na skarb albo jakiego przeciwnika, którego trzeba zneutralizować z armaty. Z drugiej strony podróżowanie po oceanie na naszej gadającej zresztą łodzi jest naprawdę przyjemnym i atmosferycznym doznaniem. Wracając do zadań pobocznych. W grze mamy poboczne questy, opcjonalne dungeony w których możemy znaleźć mapy ze skarbami jak i znane wszystkim heart pieces (zebranie 4 powiększa nasz pasek HP o jedno serduszko) jak i fairy island w których możemy zebrać dodatkowe upgrade dla Link'a -większy portfel, większy pasek magii dla naszego liścia Deku, możliwość noszenia większej ilości bomb itp. Gra nagradza w ten sposób eksplorację, gdyż jak wspomniałem wszystkie te ugrady jak i bonusu są jak najbardziej opcjonalne.

Sporą częścią gry jest również tytułowy Wind Waker czyli miks różdżki i batuty, która pozwala nam na kontrolowanie wiatru. Łódź na której podróżujemy ma żagiel tak więc by zmienić kierunek musimy również zmienić kierunek wiatru. Wraz z postępami w grze zdobywamy kolejne zdolności jak przyspieszenie czasu -w grze jest cykl dobowy czy fast travel.

W grze wprowadzono szereg zmian względem oryginału. Pierwszą oczywistą jest wykorzystanie GamePad'a. Muszę przyznać, że o ile gra działa również z Pro controller, gra na game padzie była wygodniejsza. Link w jednym momencie może mieć jedynie trzy przedmioty -przypisane do przycisków X, Y i R tak więc możliwość szybkiej wymiany inwentarza bez konieczności wchodzenia w osobne menu jest niesamowicie wygodną sprawą. Game pad służy również za "aparat fotograficzny" oraz mapę. Drugą bardziej kosmetyczną zmianą są Tinker Bottles, które zastąpiły itemek pozwalający na połączenie z GBA. Wspomniane butelki pozwalają nam napisanie wiadomości i/lub załączenie zdjęcia a następnie puszczenie naszej wiadomości hen w ocean. Jeśli nasza konsola jest podłączona do sieci, nasza wiadomości losowo pojawi się u innego gracza. Z jednej strony trochę to głupie z drugiej oddaje ideę wiadomości w butelce bo nikt nie wie kto znajdzie naszą wiadomość.

Do poważniejszych zmian należy zaliczyć Swift Sail czyli nowy żagiel pozwalający na szybsze podróżowanie bez konieczności zmiany kierunku wiatru. Co ciekawe gra o nim w ogóle nie wspomina tak więc natknięcie się na niego po raz kolejny jest jak najbardziej opcjonalnie. Przyspieszono animacje związane z używaniem linki jak i wydobywaniem skarbów. Zmieniono również nieco felerny quest związany z pozyskaniem Triforce Odwagi. Gra pozwala nam zakupić mapę na której będą umieszczone miejsca gdzie znajdują się kolejne części Triforce. Muszę przyznać, że zdecydowanie przyspiesza to cały proces znajdowania kolejnych kawałków (pomijam, że większość to proste dungeony lub enemy rush) jest mniej upierdliwy. Chociaż w przypadku dwóch kawałków nadal trzeba nieco pokombinować.

Ogółem Wind Waker HD to naprawdę wyśmienita gra, zwłaszcza jeśli podobnie jak ja nie mieliście większej styczności z oryginałem na GameCube





9.5/10

+Inwentarz i mapa na GamePadzie są niesamowicie wygodne
+Grafika i stylistyka
+Otwarty ocean
+Sporo do robienia
+Postacie
+Zmiany względem oryginału

-Końcówka gry zdecydowanie odstaje jakością


 ============================================================================

Hyrule Warriors -Przyznaję, że nie przepadam za grami w stylu Dynasty Warriors. Po dziesiątkach sequeli i spin offów formuła gra po prostu mi się znudziła i gry tego typu przez całą erę PS3 unikałem jak ognia. Hyrule Warriors o dziwo spodobało mi się i to bardzo. Może to kwestia kilkuletniej przerwy, nie wiem. Hyrule Warriors to spin off wspomnianej już serii Dynasty Warriors w które wcielamy się w postacie z uniwersum Legend of Zelda (jak i kilka nowych). Przyjdzie nam wcielić się między innymi w Linka, Midne z Twilight Princess, Impe czy w Zeldę jak i w kilka "szwarc charakterów" jak Ganon. Formuła rozgrywki to w sumie nic odkrywczego. Poruszamy się po otwartej mapie i ciachamy setki przeciwników (każda batalia to spokojnie przynajmniej 2000 przeciwników) i przejmowanie kolejnych "punktów/twierdz". Im więcej takowych posiadam tym silniejsza staje się nasza armia. Hyrule Warrior posiada na szczęście wyśmienity system walki. Zamiast wiecznie naciskać jeden przycisk, wyprowadzanie silniejszych i widowiskowych ataków jest banalnie proste. W zależności o momentu w którym przerwiemy ciąg lekkich ataków silnym atakiem wyprowadzimy inne combo. Przypisanie combo do prostych do zapamiętania ciągów i dwóch przycisków sprawia, że system walki jest prosty do nauki i ciachanie kolejnych zastępów potworów jest o tyle ciekawsze. Do dyspozycji mamy również atak specjalny który możemy użyć po napełnieniu odpowiedniego paska jaki atak magiczny -swego rodzaju rage attack zwiększający tymczasowo siłę naszego herosa jak i ilość otrzymywanej gotówki z pokonanych przeciwników.

Gra posiada jedną jednakże dość długawą kampanię, której przejście zajmuje ładne kilka godzin. Misje na szczęście są dość różnorodne. Owszem wszystko nadal skupia się do przejmowania wspomnianych twierdz, jednak gra a to rzuci w nas jakimś bossem (nie tylko "ludzkich" lecz również wielgachnego Dodongo czy Gohme) a to musimy eskortować jaką postać, znaleźć jakiś przedmiot co nieco wpływa na różnorodność rozgrywki. W grze mamy dostęp również do szeregu znanych z serii itemków takich jak bomby, hookshot czy łuk, które pozwolą nam na odkrywanie sekretów poukrywanych po levelach -w tym i heart containers powiększające nasze maksymalne HP jak i na łatwiejsze pokonanie wcześniej wspomnianych bossów.

W grze poza wspomniany znajdźkami możemy znaleźć również dodatkowe bronie -(jest ich spora większość to jednak te same modele tylko z innymi statystykami), kasa czyli znane z serii rupee, które uzyskujemy ze szlachtowania przeciwników oraz materiały. Materiały i rupee możemy użyć do tworzenia odznak czyli tutejszego ekwiwalentu upgradeów takich jak zmniejszenie obrażeń od konkretnego typu ciosów, szybsze przejmowanie twierdz, dodatkowe combo itp. Zarobioną kasę możemy wydać również w kuźni łącząc ze sobą bronię lub w training dojo gdzie za gotówkę możemy automatycznie levelować dowolną postać co znacznie przyspiesza grind (ten dla przejścia głównego wątku fabularnego jest absolutnie zbędny)

Graficznie gra prezentuje się bardzo ładnie, chociaż grze zdarza się zaliczyć chrupnięcia animacji gdy na ekranie dzieje się zbyt dużo. Ogółem jednak większych problemów nie stwierdziłem. Poza głównym wątkiem fabularnym (którego wymaksowanie to kolejne ładne kilka godzin) do dyspozycji oddano nam Challenge Mode, Free Mode oraz Adventure Mode. Ten ostatni to kilka-kilkanaście kolejnych godzin rozgrywki. Poruszamy się po mapie znanej z oryginalnego Legend of Zelda na NES. Każdy ekran z nesowej Zeldy to osobny challenge w którym możemy znaleźć znany z oryginału itemek (świeca, bomba itp), które może następnie użyć do odblokowania kolejnych postaci, broni i heart containers.

Hyrule Warriors jest zadziwiająco udaną produkcją nad którą śmiało można spędzi kilkanaście godzin. Warto wspomnieć jeszcze o trybie kooperacji, niestety brak split screenu. Jedna osoba gra na Game Padzie druga TV.





9/10

+Mechanika gry
+Znane postacie z całej serii Legend of Zelda
+Długawa kampania
+Ilość dodatkowych trybów
+Brak nudnego grindu w przypadku Story Mode

-Chrupnięcia animacji




« Ostatnia zmiana: Marzec 07, 2016, 16:06:05 wysłane przez Virus » Zapisane

Moje PlayStation ID - GrimRaziel // zapraszam =)

Virus
Kapitan
****
Offline Offline

Wiadomości: 323



« Odpowiedz #7 : Marzec 07, 2016, 16:06:55 »

nowa wiadomość ze względu na przekroczenie 2000 znaków


Sonic Boom: Rise of Lyric -O (nie)sławie tej gry chyba słyszał już każdy. Gra wielokrotnie była nazywana najgorszą grą z niebieskim jeżem w historii. Nie ma co ukrywać, że Big Red Button skopało sprawę. W Sonic Boom miałem okazję zagrać już po serii patchy, które poprawiły niektóre glitche graficzne, błędy związane z możliwością przenikania przez tekstury -w spadanie przez "podłogę" światu było niestety normą jak i znany glitch z nieskończonym skokiem Knuckles'a. Problemy z pop upem, błędy graficzne, texture flickering, spadek animacji do 15 FPS to wciąż pozostało.

Sonic Boom: Rise of Lyric jest spin offem przygotowanym z myślą o kreskówce o tym samym tytule nadawanym na kanale Cartoon Network. O ile kreskówka z tego co słyszałem jest nawet niczego sobie i lepsza od Sonic X (jakby to byłoby trudne do osiągnięcia) tak gra to dość spory koszmarek. Zacznijmy od jednej kontrowersji czy nowych modeli postaci. Prawdę mówiąc moim zdaniem te wyglądają okay. Co prawda nie wiem na kit Sonic ma wszędzie bandaże i czemu z Knuckles'a zrobiona koksa, ale ujmę to tak -mogło być gorzej. Gra dzieli się na dwie sekcje -speed sections czyli coś co nieco przypomina oryginalnego Sonic'a i puzzle platformer sections czyli coś co za Chiny ludowe nie przypomina gry z Soniciem. Speed sections są co tu dużo mówić... nudne. 90% z nich to właściwie jazda na auto i raz na jakiś czas wyginanie analoga by uniknąć jakiejś przeszkody. Gra w tych sekcjach NOTORYCZNIE gubi klatki i frame rate spokojnie spada do 15FPS. Design tych sekcji również trąci nudą bo wszystkie wyglądają właściwie tak samo -ot zwykła kamienna droga i tyle. Sekcje puzzle platformer wypadają nieco lepiej, jeśli zapomnimy, że gramy w grę z serii Sonic the Hedgehog gdyż Sonic i ekipa poruszają się z maksymalną prędkością truchtu przeciętnego homosapiens. Te segmenty poziomów to raczej typowe skakanie po platformach, szukanie znajdziek, rozwiązywanie zagadek (80% polega na "naciśnij przycisk") i nudna do bólu walka. Mówcie co chcecie o Jeżołaku z Sonic Unleashed ale tam przynajmniej mieliśmy system walki. Tutaj naciskami jeden przycisk do us*anej śmierci, ewentualnie raz na jakiś czas naciskając X odpalając mocniejszy atak specjalny. Walka tym bardziej staje się nudna gdy odkryjemy, że Tails może atakować przeciwników z daleka. Co prawda jego ciosy zadają mniej obrażeń ale każda walka to stanie z boku raz na jakiś czas naciskanie R dla uniku i notoryczne naciskanie Y.

W grze za pomocą D-pada w każdej chwili możemy przełączyć się pomiędzy czterema postaciami. Do wspomnianej trójki dołącza również Amy Rose. Każda z postaci ma swój "ruch specjalny". Sonic ma Sonic Dash, Tails może latać, Knucles wspinać się po niektórych ścianach zaś Amy Rose ma triple jump. Właściwie to jedna z niewielu ciekawych rzeczy w grze bo w zależności od kierowanej postaci niektóre sekcje poziomów może przejść na różne sposoby. Drugą w miarę ciekawą rzeczy jest możliwość upgrade'u naszej postaci za pomocą znajdywanych po drodze części robotów. Niestety większość z dostępnych do kupna upgrade'ów jest zbędnych. Poza dwoma. Power upem pozwalającym nam zaczęcie rozgrywki po zgonie z większą ilością pierścieni (tutaj służą jako HP, po każdym ciosie tracimy część pierścieni) i możliwość zbierania więcej niż 100 pierścieni. Problem, że ta zdolność schowana jest z "ścianą płatniczą". Aby umożliwić zakup tej zdolności musimy posiadać wersję Sonic Boom na 3DS'a.

W grze mamy również najbardziej pusty hub world w historii. Mimo, że jest on sporych rozmiarów jest on właściwie pusty i zamieszkany raptem przez kilka postaci które zlecają nam sidequesty. Wszystkie na tyle nudne, że przyznam szczerze wykonałem może ze dwa. Graficznie gra wypada przeciętnie a wręcz koszmarni gdy do zabawy dołączy drugi gracz. Gra która i tak ma problem ze stabilnością (zaliczyłem trzy zwiechy) wiesza się jeszcze częściej, gubi klatki, efekty świetlne znikają zupełnie, wszystkie tekstury mają również widoczne "pikselowe ząbki". Muzyka również nie wypada najlepiej. Ot nudna i niczym nie wyróżniająca się muzyka orkiestrowa. Co się stało z funky soudtrackiem pozostałych gier? Nawet słabe Sonic the Hedgehog z 2006 miało naprawdę dobrą muzykę.

W ogóle nie wspomniałem o fabule... nie bez powodu bo ta jest głupia. Ot Sonic i ekipa próbując uciec z zasadzki Eggman'a uwalnia na świat Lyric'a. Węża który chce zniszczyć całe życie organiczne bo... po prostu go nie lubi i tu cytat "nie wolno mu ufać". Gra zarzuca nas również nowymi postaciami nie tłumacząc kim oni są. Scenariusz to też seria sucharów. Postacie w czasie gry właściwie nigdy nie zamykają jadaczki wielokrotnie powtarzając te same teksty czy podając nam już na wstępie rozwiązanie i tak prostej zagadki.

Ogółem Sonic Boom: Rise of Lyric to wyjątkowo mizerna produkcja.





4.5/10

+Kolorowa grafika
+Sekcje puzzle platformer nie są takie złe jak zapomnimy, że gra w grę z serii Sonic the Hedgehog

-Glitche
-Zwiechy
-Problemy z grafiką
-Mechanika
-System walki
-Nuuuuuda

Batman: Arkham Origins -Serię Arkham uważam za jednej z najlepszych gier które powstały w oparciu o amerykańskie komiksy z super bohaterami. Arkham Origins niestety jakością zdecydowanie odstaje zarówno od oryginału a tym bardziej wyśmienitego sequel'a Arkham City. Jak można domyśleć się z tytułu akcja gry została osadzona na długo przed wydarzeniami z Arkham Asylum i przedstawia pierwsze spotkanie Batmana z Jokerem. Pod względem fabuły jest niestety dość nudno. Przez sporą część gry Bruce Wayne to niedający się polubić dupek zaś Joker ponownie w roli głównego "złego" może się już trochę jednak znudzić. Początkowo myślałem, że głównym antagonistą zostanie Black Mask, ale mniej więcej w 1/4 gry dochodzi do swego rodzaju zwrotu akcji. W czasie swojej przygody na drodze spotkamy gromadę innych "super łotrów" jak Bane czy Pingwin, którym będziemy mieli okazji oklepać buźkę.

Arkham Origins zapewnia nam dość spory kawałek Ghotam City do eksploracji. Problem, że większość zakątków wygląda tak samo, nie ma właściwie żadnej różnicy w wyglądzie pomiędzy dzielnicami. Graficznie gra prezentuje mniej więcej poziom Arkham City. Niestety w wersji na WiiU miałem do czynienia ze sporą ilością bugów. Wiem, że te występowały również w wersji na PS3 i X360 a zwłaszcza na PC, ale na WiiU czasem gra staje się ledwo grywalna. Tekstury doczytujące się na naszych oczach, spadki animacji do jakichś 15 klatek (lub nawet mniej) to niestety standard. Problem tym bardziej dotkliwy biorąc pod uwagę, że system walki w serii Arkham opiera się na dość sporej rytmice wyprowadzania kolejnych ciosów. Gra zwalnia jeszcze bardziej gdy nasze combo wzroście do x10, gdyż użyty w tym momencie filtr graficzny zwalnia jeszcze bardziej i tak już kulejącą animację.

Arkham Origins podobnie jak Arkham City poza główną linią fabularną zapewnia nam kilka zadań pobocznych. Niestety ciekawych śledztw jest niedużo. Jedynym ciekawy sidequestem był ten związanym z Mad Hatterem. Pozostałe to zwykła gonitwa od punktu A do B i zniszczeniu "czegoś" lub oklepaniu po pyskach kolejnych bandziorów.

Wspomniałem wcześniej o babolach? Do listy można dołączyć: zaliczanie zwiechy, zawieszanie się w czasie ekranu wczytywania, problemy z fast travel, zabugowane questy, Batman odmawiający posłuszeństwa po wczytaniu się kolejnej części poziomu.

Ogółem port na WiiU w porównaniu do wersji na PS3 wypada... raczej słabo. Gra działa i wygląda po prostu gorzej.





6/10
+Spore miasto
+System walki
+Gadżety
+Side questy

-Nuda związana z 90% sidequestów
-Problemy ze stabilnością
-Gubienie klatek
-Wszechobecne babole
« Ostatnia zmiana: Marzec 17, 2016, 12:24:48 wysłane przez Virus » Zapisane

Moje PlayStation ID - GrimRaziel // zapraszam =)

Strony: [1]
  Drukuj  
 
Skocz do:  

Działa na MySQL Działa na PHP Powered by SMF 1.1.11 | SMF © 2006-2008, Simple Machines LLC Prawidłowy XHTML 1.0! Prawidłowy CSS!
Strona wygenerowana w 0.055 sekund z 19 zapytaniami.